Please download to get full document.

View again

of 13
All materials on our website are shared by users. If you have any questions about copyright issues, please report us to resolve them. We are always happy to assist you.

Popko.pl - Sympozjum naukowe pana Rozbickiego

Category:

Self-Help

Publish on:

Views: 6 | Pages: 13

Extension: PDF | Download: 0

Share
Related documents
Description
Strona: 1/13 Popko.pl - Sympozjum naukowe pana Rozbickiego (YouTube - POPKO TV: Mikołaj Rozbicki oświecony internetowo- Playlista) Nim dowiemy się, co się dzieje w tle wszelkich wykładów i spotkań z ludźmi,
Transcript
Strona: 1/13 Popko.pl - Sympozjum naukowe pana Rozbickiego (YouTube - POPKO TV: Mikołaj Rozbicki oświecony internetowo- Playlista) Nim dowiemy się, co się dzieje w tle wszelkich wykładów i spotkań z ludźmi, przyjrzyjmy się materiałowi filmowemu, w którym nasz awatar wcale nie udaje, że streszcza jedynie cudze dzieła. W nakręconym spocie pan Michał przyznaje otwarcie, że gromadzi wokół siebie ludzi, których poglądy mu się podobają, którzy mają takie same przemyślenia na temat świata. - (Nie zapominajmy o indyczych jajach). Rzecz w tym, że przemyślenia to mają małe dzieci i architekci w przedwstępnej fazie projektowania. Przemyślenia nie są wiedzą, tylko czymś w rodzaju doświadczenia początkującego stażysty, który nie ma obowiązku akcentowania wiedzy ani samego doświadczania. Chyba że chodzi o całokształt, o tzw. życie, gdzie przemyślenie jest umowną składową elementu poznawczego, tyle tylko że taka postawa sygnalizuje brak wejścia w obszar samego doświadczenia, a skoro owego nie ma, bo zastępują go przemyślenia, to tkwi się w przysłowiowej czarnej dziurze i poza nią niczego się więcej nie widzi. Ile w takim układzie są warte przemyślenia? Nic? A jeśli już mają jakąś wartość, której człowiek może się jedynie domyślać, to co to za człowiek, który odsłania innym świat według własnych przemyśleń, wmawiając im, że to obraz rzeczywisty? Gromadzi zwolenników, ale nie ludzi wiedzących, czym więc chce pozyskać słuchaczy rozmrożonymi przemyśleniami swoich poprzedników? Słuchacze mają swoje, chyba że chce ich przemyślenia zmodyfikować i podpiąć pod własną koncepcję świata. Bo królem jest tylko w krainie fantazji, gdzie istnieje aspekt poznawczy, ale nie poznanie. Chwilę później przyznaje się do tego bezwstydnie, zapowiadając wystąpienie osoby streszczającej cudze przemyślenia: Kolega będzie mówił o reptilianach, czyli wstrętnych jaszczurach, które opanowały planetę. (Dziwi też obrazoburcza postawa wobec doskonalszej cywilizacyjnie społeczności, sprzeczna z wielokrotnie przez siebie deklarowaną duchową czystością i gwarantowanym oświeceniem. Dziwi też zachęcanie do zapoznawania się z wywodami osoby, która będzie mówić o kimś i o czymś spoza własnego obszaru doświadczeń. Przecież my też możemy przeczytać książkę o prezydencie Stanów Zjednoczonych i zorganizować sympozjum pod szumnym tytułem: Wygarnę wam prawdę o Obamie, a zwabieni nazwiskiem prezydenta słuchacze na pewno się zjawią. Pewnie będą myśleli, że spotkają się z osobą z najbliższego jego otoczenia, może z jakimś osobistym kucharzem lub pokojowym, który miał już dosyć jego fanaberii i uciekł, przerażony tym, co się tam wyrabia. Ależ byłoby ich zdziwienie, gdyby na miejscy się okazało, że my tylko o Obamie przeczytaliśmy kilka artykułów. Czy taki chwyt, czy takie oszustwo, by zorganizować sympozjum, byłoby do przyjęcia w przypadku uczciwych ludzi, czy też świadczyłoby o ich pasożytnictwie i manipulacji? Przecież każdy może w ten sposób kosić szmal i zachłystywać się swoją biznesową zaradnością, więc dlaczego tylko Strona: 2/13 niektórzy to robią?) Gdy pan Rozbicki rozpoczął na swojej stronie zatruwanie ludzkich umysłów reptilianami, jeden z korespondentów odpisał mu wprost: Koleś, bez urazy, ale ty jesteś i... - ( nie taki mądry - podkreślenie moje). - P głupoty - ( mówisz bez wdzięku - podkreślenie moje) - i taki masz sposób na życie. Czy na pewno znudzony miałkością wywodów pana Rozbickiego oponent miał rację? Nie do końca, z czego chyba nawet on sam nie zdawał sobie sprawy. Prawo energetyczne wyraźnie mówi, że to co dziś nie istnieje, jutro powołanym być może. Innymi słowy wszystko to, co pojedynczy człowiek, grupa społeczna czy cała cywilizacja ujrzeć i doświadczyć zechce, stanie się, o ile zostanie przekroczony tzw. punkt stwarzania rzeczywistości. I jest to po stokroć prostsze, niż materializowanie proszku na uszach. Ten dar pochodzi od Boga (Pan Całości) i Stwórca (Pan Wszechświata) umieszcza go w każdej duszy po to, by żyła w wymarzonym środowisku. Jeśli więc zapragniemy ujrzeć świat pozbawiony cierpienia i taką wizją zaczniemy żyć, to prędzej czy później taki obraz świata wpisze się w ramy naszej rzeczywistości. Nie ważne, czy stanie się to za sto, czy za dwieście lat, ale na pewno ujrzy światło dzienne. Powstaje więc pytanie, komu tak bardzo zależy na propagowaniu w środkach masowego przekazu istnienia gadopodobnych istot człekokształtnych, które zagrażają ludzkości? Kto tak kształtuje nasze myślenie, by wiara w komiksowe postaci stała się żywą ideologią? Kto wcelowuje w naszą wyobraźnię historie o reptilianach, nadając im barwny wymiar filmowy, książkowy i ostatecznie emocjonalny? Takie pozornie niewinne zabawy, takie igranie z wyobraźnią nigdy nie pozostaje bez echa. Tam gdzie z chęci zysku i sławy jedni tworzą modę, a inni sieją strach i weń wkomponowują własne ścieżki losu, tam zawsze wymyślona perspektywa staje się zapowiedzią nowej rzeczywistości, która może się przekształcić w niechciane jajko niespodziankę. Właśnie dlatego pozornie nie istniejące kilkadziesiąt lat temu zagrożenie wyjścia z mitycznej krainy cienia nowych władców ludzkości (reptilian) osiągnęło w tej chwili 40-procentowe prawdopodobieństwo. Wszystko, powiadam wszystko, na co wpadnie ludzki umysł zostało już przez Stwórcę wymyślone i wpisane w przestrzeń jako wielowariantowość, jako tzw. płaszczyzny. My nic sami wymyśleć ani doświadczyć nie potrafimy. Po prostu nie jesteśmy do tego zdolni. Ten nasz pozornie wolny wybór zawsze dotyczy już zapisanych historii. Te energetyczne zależności wyraźnie widać z poziomów duchowych. Są czytelne i oczywiste, choć ludziom mogą się wydać dziwne i nieprawdopodobne. Dlaczego więc sprzedawczykom wszelkiej maści tak bardzo zależy na propagowaniu treści, które niczego dobrego nie wróżą? Chęć zysku to tylko jeden z motywów. Drugim jest zwyczajne realizowanie zadania, z jakim się przyszło na ten świat. Pamiętajmy, że powróceni schodzą po obu stronach barykady: wysyła ich ciemność jak i światłość. Wszyscy oni realizują tylko jeden cel: starają się tak wpłynąć na rzekę ludzkich myśli, by unosiła ona tylko to, na czym powróconym zależy. Jedni chcą ją skapać w morzu krwi i kosmicznym niewolnictwie, drudzy zasilić wizją bram raju. W tym miejscu nasuwa się jedno konkretne pytanie, czym lub kim jest w takim razie Mikołaj Rozbicki? Po sianiu zamętu, po chamskim języku i niszczeniu konkurencji wszelkimi możliwymi sposobami można się domyśleć, że nie jest on wzorem cnót, a skoro tak, to może wcale nie zależy mu na dobru swoich braci i sióstr. Gdy zwrócimy uwagę na formę bajdurzenia o budzeniu zbiorowej świadomości i na to, co dzieje się na jego naukowych sympozjach to możemy dojść do przykrego wniosku, że mówi on o masowej chorobie nie bez przyczyny. Nagania ku sobie ludzką uwagę pod szyldem nowego, pozbawionego bólu świata, ale tak naprawdę więzi ludzi w zamordystycznych doktrynach i każe wierzyć w bzdury, które wiara słuchaczy ma z wolna obudzić z grobu martwego stanu. Zachęcając do spotkań chwytliwym tytułem zdrowie nade wszystko, zatruwa umysły jadem stałej choroby i Strona: 3/13 niemożliwości, przy czym jego wizja zdrowia jest tak zidiociała, że nawet moja niedołężna ciocia się z niedowierzania popłakała. I kolejna ciekawostka. Czemu ten wszystkowiedzący, obudzony duchowo Lord Vader nie zauważył, że przyszedł na świat z dwoma czakramami, z czego w tej chwili jeden z nich spróchniał do reszty? Co to znaczy? Od dawna wiadomo, że tak rodzą się w naszym świecie tylko istoty upadłe, którym nadano zaledwie wzór człowieczeństwa. Zanik w ostatnim czasie drugiego czakramu oznacza nasilenie niekorzystnych zmian energetycznych, które uniemożliwiają wejście w jakiekolwiek doświadczenie. Jednostka z taką energetyką może się już tylko odnajdywać w poznanym wcześniej obszarze, a całe jej życie zaczyna się sprowadzać do zwyczajnego gromadzenia informacji. Żadnej refleksji, żadnych uczuć, tylko puste, pozbawione sensu składanie cyfr i słów w umowną całość. Nawet gdy owe cyfry i słowa zawierają w sobie jakiś sens, to nie pochodzą z osobistych doświadczeń zamkniętej energetycznie jednostki, tylko są martwym opisem doświadczeń innych ludzi. Dlatego pan Rozbicki radośnie mówi o miłości, choć jest wyjątkowo mściwym i nienawistnym człowiekiem, a ludzi, których miejsce przy korycie chce zająć, wulgarnie określa mianem degeneratów, idiotów i manipulantów. Drwi z każdego prócz siebie i wszędzie widzi tylko własny interes. Czy taka postawa i brak czakramów nie oznacza przypadkiem, że mamy tu do czynienia nie z rycerzem światłości, a z jego przeciwieństwem? Jeśli ktoś ma wątpliwości co do ludzkiej postawy pana Mikołaja, to niech porozmawia z ludźmi, którzy osobiście mieli z nim do czynienia. I proszę się nie lękać obmowy, nagonki czy innych form wyszydzania, bo gwiazda mocy Pana Rozbickiego już dawno zaczęła karleć i wkrótce sama zgaśnie. Żonglowanie banałami i truizmami skończyło się wraz z komuną, a sczytywanie bzdur z Internetu i marzenie o tym, by stały się rzeczywistością, poważnie trąci systemową stęchlizną (zachłannością). Poza tym kogo jeszcze może dziś dziwić posiadanie toalety w domu? A o takim właśnie odkryciu trąbi pan Rozbicki bezustannie. Znalazł u sąsiada ceramiczny wychodek i nie może wyjść z podziwu. Nawet moje dzieci wiedzą, czym jest system, Kościół, zatruta żywność i czarny horyzont zdarzeń. Jeśli ktoś nadal usilnie stara się na takim odkryciu zrobić interes swojego życia, to gratuluję mu odwagi, mądrości, jak i wielkiego szacunku dla ludzi, którym wciska zerżnięty z Internetu kit. Ktoś tu najwyraźniej nie dostrzegł, że takim kitem mamy uszczelnione okna od wielu już lat. Żałosne. Wracamy do naukowego sympozjum. Nareszcie na scenę wchodzi zapowiadany fachowiec od UFO i teorii spiskowych, a pan Mikołaj, twórca naukowego sympozjum dodaje: Wystąpi ten, który nie zląkł się moimi nieustannymi apelami medialnymi, nieustannymi prowokacjami i mąceniem w środowisku ezoterycznym i dalej gadał ze mną przez skype a. ( Skype, czyli poligon działań naukowych... Podkreślenie przed publicznością wyjątkowej odwagi pana Adama, który nie zląkł się dąsów pana Mikołaja, deklasuje nawet wzmiankę o stałej potrzebie robienia zadymy w ezoterycznym środowisku. No i brawo dla pana Adama za odwagę, wyjątkowo dzielny chłop). - Miałeś milion pomysłów i na końcu stwierdziłeś, że masz coś, co możesz sprzedać, czyli po prostu przeczytać książkę. - (Szczerość godna podziwu. Ludzie całe życie poświęcają dla innych, uczciwie i w pocie czoła pracując na poprawę wspólnego bytu, a tu takie jajko niespodzianka: kupujemy książkę, spędzamy ludzi do wynajętej sali, coś streszczamy i kasa sama leci. A ja myślałem, że już wszystko w życiu widziałem). Badasz ten temat, to jest konkret, możesz powiedzieć o perspektywie człowieka, który poznał Davida Icke a, potem - jak on - stał się popularny, bo wcześniej to był on, no wiesz, nisz Bo to wiesz, to nie jest tak, że każdy tego Icke a rozumie, to jest tak jak z Jezusem - (Jezus Maryja, ale biznesowa porada: oglądasz reklamę o kimś znanym, gadasz o tym, o czym on mówi, i stajesz się popularny! Podziwu godna zaradność. Lata spędzone na politologii nie zostały zmarnowane: wyborcze Strona: 4/13 zagrywki gładko zostały przeniesione w szarą rzeczywistość. Skoro tak można, to czemu nie, tylko głupi nie schyli się po złote jabłko... Najlepsze, że nie ma znaczenia, czy się kogoś chwali czy kogoś obgaduje, ważne, by był znany i by za darmo, bez pozycjonowania, windować swoją stronę internetową na jego nazwisku). Mówię o świecie w unikalny sposób - (w tej krótkiej chwili słabości zapomniał, kogo słowa na okrągło cytuje) o tym, jak go postrzegam, i żaden autorytet nie będzie mi tu nic narzucał I teraz tacy ludzie, którzy zaczynają to czytać, dopiero będą się kreować zawodowo, mentalnie, seksualnie też, i po prostu to jest życie, tego się nie oszuka I ciekawe, jak to wpłynie na ich świadomość. A może by niektórzy powiedzieli, żeby to zakazać, bo dzieciaki powiedzieli, że rządzi nimi banda pedofilów i satanistów (Przypomnę, że te dziwne podteksty poprzedzają streszczanie książek pana Icke a, który pisze o Ufo i o odczłowieczonym systemie. I o niczym więcej. Ale pan Mikołaj po staremu do jednego wora wrzuca także własne wątki, dzięki czemu można dojść do wniosku, że wkrótce na lekcjach religii Ufo będzie gwałciło nasze dzieci. Takimi perełkami nasiąknięte są wszystkie wypowiedzi plagiatora cudzych wizji). Po paru nic nie znaczących zdaniach, coś mówcę otrzeźwiło i ponownie zaczął wychwalać osiągnięcia pana Icke a, zachwycając się jego karierą. Znów podziwia dobrze sprzedające się książki, wielkie interesy na Wembley itd., a w podtekście wciąż sygnalizuje, że jest jednym z tych, którzy się na Icke-u poznali, więc nie przez przypadek ma on prawo się na nim promować i co nieco zarobić.. Biały i czarny pijar szumi gdzieś w tle, nie zagłuszając biznesowej ekstazy, więc pan Mikołaj mentorsko i bezwstydnie rzuca w stronę mniej doświadczonego kolegi: Ty też będziesz miał kiedyś taki dar po czym zapytuje się go, na jakich książkach oparł on swoje wystąpienie. W jego głosie nie pojawia się jakakolwiek irytacja z powodu rzuconego zapewnienia, co do złudzenia przypomina historię z jemiołą, która ma co prawda ładne liście i jest dziełem Stwórcy, ale którą od innych roślin odróżnia jedna paskudna cecha: jest pasożytem, który zabija swojego żywiciela. Czy teraz widzicie, jaka jest merytoryczna wartość tzw. sympozjów pana Mikołaja Rozbickiego? Rzecz w tym, że streszczanie książek, będące bezprawnym korzystaniem z cudzej pracy, (brak licencji i umów z autorem), i tak jest najmniejszym złem, jakie spotyka słuchacza podczas tej naukowej imprezy. Moim celem jest zwrócenie także uwagi na energetyczną grę, która tam się toczy i w której uczestniczą te same siły, jakie rządzą kościelnymi misteriami i inicjacjami, od narodzin i chrztu począwszy, a na ostatniej posłudze i pogrzebie skończywszy. Wstępne przygotowanie ludzi na programowanie zachodzi podczas pozyskiwania uwagi słuchacza. Najpierw tworzy się atmosferę zachęcającą do zainteresowania się osobą prelegenta, a dopiero potem poruszanym tematem. W ten sposób słuchacze sami otwierają się na nowe doświadczenie. W tym przypadku do zmiękczania makaronu wytypowano pana Adama. Snując na podstawie książek pana Icke a opowieści o Ufo, o pierwszych ludzkich cywilizacjach, jak i o roli człowieka w systemie zdominowanym przez kosmiczne rasy, 24-letni walczący z tremą naukowiec wszelkimi sposobami stara się zyskać sympatię audytorium. To jego jedyne zadanie, reszta w ogóle nie ma znaczenia. Za wszelką cenę musi zachęcić zgromadzonych na sali ludzi do bezkrytycznego przyjęcia słów, a co za tym idzie i na zabsorbowanie wibracji je unoszących, wraz podpiętymi do tych wibracji dodatkowymi kodami. Przedstawia tezy, ujmujące w okrojonej formie wyłącznie margines tego, czym jest struktura cywilizacyjna na tej planecie, oczywiście z uwzględnieniem naszej roli w łańcuchu pokarmowym. Nie ma tu ani słowa o dwóch egzystencjalnych planach, o ukrytych przed naszym wzrokiem miastach, o karnych koloniach i o tym co najważniejsze: czym dla ras nadrzędnych jest ludzka dusza i na jakich zasadach opiera się współpraca Ufo z istotami astralnymi. Nie ma nic, co by tłumaczyło sens naszego Strona: 5/13 zejścia na planetę Ziemia, ani nic, co pozwoliłoby nam wyrwać się z zaklętego kręgu niewoli i cierpienia. Nie ma, bo ani David Icke, ani pan Mikołaj i koledzy-prelegenci nie mają dostępu do takich informacji, Cała ich wiedza to przemyślenia oparte na spekulacji faktami, z których większość jest spreparowana przez system w celu kierowania ludzkiej uwagi na błędne drogi prowadzące ku jej wyzwoleniu spod jarzma ograniczeń. To jak Kościołem, który mówi o Bogu, opisując potęgę mistrzów duchowych, jacy rzekomo w jego imieniu czynili cuda, ale nic z tych słów nie wynika, a nawet przeciwnie, bo owe historie wykorzystuje się do programowania ludzi, do utrzymania ich w niewiedzy, ślepocie i w duchowej bezczynności. To samo robi ezoteryka, która nie tylko nic nie wnosi do ogólnego pojęcia o sensie istnienia, ale która na dodatek produkuje tysiące kursów, które w rzeczywistości spowalniają nasz marsz ku prawdziwej wiedzy i ku odzyskaniu własnej zagubionej potęgi. Te papieskie gadki o Bogu, ten watykański model Jezusa, te Dawida Icke a historyjki o Ufo i potrząsanie Internetem opowieściami o rządzie ponadświatowym są zwykłym odciąganiem człowieka od pracy nad sobą, od wejścia w obszary duchowe, gdzie znajduje się wiedza, której okruszki ezoteryka próbuje odnaleźć w skamielinach, objawieniach, wizjach i w naciąganych koncepcjach. Nie ma tu znaczenia, na ile autentyczne są omawiane wydarzenia, bo i tak każdy z nas jest ogólnie we wszystkim zorientowany, znaczenie ma dotarcie do lasu, w którym wszystko się znajduje: i poszukiwana wiedza, i historia o ludzkiej duszy i duchowy dom, z którego nas wyrzucono. A wskazówek, jak tam wejść, ani w ezoteryce, ani w kościele nie odnajdziemy. Te obie mafie stworzono po to, by odciąć nas od prawdy i pozbawić możliwości uruchomienia własnej mocy. Ezoteryka i Kościół to zwodnicze oazy, w których uśmierca się nadzieję na zbawienie. Obie manipulują tematem powrotu do domu po śmierci i obie przygotowują stos piekielny dla swoich wyznawców. Zupełnie inną rzeczą jest mówienie o potrzebie poznania, która wyraża się w dążeniu do zdobycia informacji opisujących nasz świat, jak i w pragnieniu doświadczania go na płaszczyźnie fizycznej, energetycznej i duchowej. Zawsze warto wiedzieć, jak coś funkcjonuje, zwłaszcza gdy zamierza się w tej machinie coś zmienić. Ale jak dotąd nie wynaleziono sposobu na to, by w ciągu jednego życia móc zebrać wszystkie informacje opisujące ten świat, jak i wejść w pełnię doświadczenia. Tę lukę wypełnił system i ludzie żerujący na ludzkiej niewiedzy, którzy prefabrykują informacje, jak i stany odpowiadające rzekomo autentycznym przeżyciom. Nikt nie wie, czy szukając przepisu na ciasto, nie wyląduje na stronie, na której co prawda mówi się o cieście, ale gdzie tak naprawdę daje się przepis na zakalec. Taki sam charakter mają pułapki zastawione na wszystkich, którzy próbują przekroczyć granice czasu i przestrzeni i starają się dotrzeć do duchowej biblioteki wiedzy. Taką pułapką, takim oczkiem w sieci masowego manipulowania ludzkimi umysłami jest właśnie strona pana Mikołaja, która nie tylko nie ma nic wspólnego z budzeniem zbiorowej świadomości, ale która na dodatek przedstawia bardzo zafałszowany obraz świata. Wracając do prezentacji filmowej: po zmiękczeniu makaronu przychodzi czas na fazę nawadniania. Prelegent wydobywa z zanadrza historie wzbudzające napięcie emocjonalne i wyświetla podpięte pod systemowe projektory symbole. Z pozoru wygląda to niewinnie, ale tak naprawdę jest zapowiedzią porządnego prania mózgu, który ezoterycy nazywają roboczo gotowaniem makaronu. Zmory przeszłości ożywają w powrotnym rozstrząsywaniu bulwersujących wydarzeń. Z mroków historii wypływają naziści i tajne stowarzyszenia, a na rozpostartym ekranie ukazują się zdjęcia przedstawiające systemowe kody: swastyki, sowy i co tam jeszcze chcecie - po czym padają słowa o rytuałach i programowaniu świadomości. Co prawda świadomości nie sposób zakodować, tylko umysł, Strona: 6/13 ale takich logicznych błędów nikt tu nie dostrzega. Podejrzewam nawet, że tak dla prelegentów, jak i dla osób zebranych na sali, słowo umysł i świadomość znaczą mniej więcej tyle samo, czyli coś nieokreślonego. Niemniej ta niewiedza nie przeszkadza, by otwarty przez pana Mikołaja kanał energii przeciwnej zaczął z wolna przenikać salę i przekodowywać umysły słuchaczy, modyfikując światopogląd, system wartości, a nawet ścieżki losu. W ten prosty sposób przygaszono jasność myślenia, twórczą ekspresję i obkurczono pasma powołaniowe, podsycając przy okazji pychę i egoizm. W fazie gotowania makaronu średnia inteligencja słuchaczy spadła o 8-16 IQ, świadomość zanikła całkowicie, ulegając sile umysłu, pobudzenie emocjonalne wzrosło o 23%, a chęć zostania systemową jemiołą o 34%. Słowem idea braterstwa i współtworz
We Need Your Support
Thank you for visiting our website and your interest in our free products and services. We are nonprofit website to share and download documents. To the running of this website, we need your help to support us.

Thanks to everyone for your continued support.

No, Thanks